The Observers

Anteny i latarnie uliczne, te powierzchownie surowe elementy industrialnego krajobrazu stają się pretekstem do podjęcia dyskusji na temat naszego miejsca w otaczającej rzeczywistości. Nieodmiennie ów humanoidalny kształt latarń stwarza ułudę obserwujących nas istot pochylających się nad nami, stojących nieruchomo w jakimś pełnym napięcia oczekiwaniu. Ekstrapolacja, uosobienie oglądanych elementów, jest w przypadku tych obrazów impulsem do rozważań zarówno nad naszą obecnością w tkance społecznej jak i sposobem komunikacji ze światem.

Nienatrętna, statyczna obecność latarń i innych tego typu elementów w otaczającej przestrzeni, z latami zaczęła wywoływać we mnie swoiste uczucie stabilizacji, cichego towarzystwa powoli wespół-przemijających para-istnień, które stale mam obok siebie. Widzę je gdy wstaję i  gdy kładę się spać. Uwiecznienie ich staje się po prostu naturalnym odruchem.

To smutna prawda o tym, jak bardzo ludzie różnią się od siebie i jak bardzo są samotni. Choć zlepieni z tej samej formuły prochu i ducha, każdy z nas widzi świat zupełnie inaczej. Jesteśmy, pominąwszy oczywiste różnice w genotypie, wychowaniu i sferze empirycznej, choćby w samym zespole pojęć używanych do opisu świata zewnętrznego tak różni, że w praktyce zwyczajnie samotni.

Czy udaje nam się, przy sprzyjającej konfiguracji najbliższego otoczenia, zbliżyć się z kimś choć w ułamku naszego oglądu rzeczywistości tak, by przez krótką chwilę życia wymieniać między sobą coś więcej niż produkty spożywcze, pieniądze albo usługi ciała? Jacy stajemy się w relacji do większości, do społeczeństwa? Czy jesteśmy niczym samotne latarnie po których spływa energia by tylko na chwilę zapalić nędzną żarówkę? Czy okablowani rdzewiejącą siecią znaczeń tkwimy na betonowej nodze, w jednej pozycji przez całe życie?

Latarnie zwykle widzimy na tle nieba. Wyraźnie odcięte od tła niebieskiego kolosa, co podkreśla tę skrajną, żałosną odmienność substancji. My, także pochyleni, pokorni wobec swych powinności w małym kącie świata, wciąż patrzymy w dół. Czy nie zatracamy przy tym umiejętności patrzenia na siebie wzajemnie?

Biorąc jednak pod uwagę aspekt czysto wizualny, latarnie są piękne. Ich szorstka estetyka, kolory rdzy, brudnej stali i omszałego betonu stają się ciekawe i harmonijne, miło kontrastujące ze słodką sensualnością ludzkich wyobrażeń.

W moim przekonaniu obraz powinien być piękny, estetyczny, czysty. Przekonanie o sensie zmierzania do tego idealistycznego celu, poszukiwanie koloru, geometrycznej harmonii przy uszanowaniu naturalnie szlachetnej faktury materii są siłą napędową moich malarskich poszukiwań niezależnie od podejmowanej tematyki.